Magda w ogrodzie
  • Główna
  • FAQ
  • Ciekawostki
  • Kontakt
  • Główna
  • Warzywa
    • Pomidory
    • Dynie
  • DIY
    • Dom
    • Ogród
  • Kulinaria
    • 7 dni wege
    • Przepisy
  • Książki
    • Warto
    • Nie warto
  • Inne
  • O mnie

niedziela, 24 kwietnia 2016

Pierwszy post ogrodniczy czyli dyniowy zawrót głowy

 Magda     21:39     ambar, bambino, butternut squash, diy, diy-ogród, dynia, dynie, figa, hokkaido, kakkai, muscat de provence, nasiona, olbrzym, rozsada, sweet dumpling, uprawa, warzywa     No comments   

Mój pierwszy post dotyczący uprawy roślin miałam poświęcić mojemu ulubionemu warzywu czyli pomidorowi. Niemniej jednak, otwarcie ostatniego słoiczka z marynowaną dynią do obiadu ostatecznie przesądziło o tym, że mój dzisiejszy post poświęcę właśnie dyniom w moim ogrodzie.
W swoim życiu zaliczyłam kilka podejść do uprawy dyni. O dziwo, mimo że dynia to miłe i stosunkowo łatwe w uprawie warzywo, dopiero od kilku lat moje próby kończą się sukcesem. Moje poprzednie dynie albo gniły (zalany warzywnik) albo były niszczone przez gradobicia i wichury albo też nie owocowały (do dziś nie wiem czemu). W ciągu tych kilku lat, metodą prób i błędów opracowałam sobie strategię postępowania z tymi sympatycznymi warzywkami, którą stosuję do dzisiaj. 

Tutaj pierwsze, tegoroczne podrygi sadzonki kakkai:
Kakkai
Co wiem o dyniach?

Po pierwsze, wiem że są szaleńczo wdzięcznym i wszechstronnym warzywem w kuchni. Nadają się zarówno do jedzenia na surowo jak i po przetworzeniu. Ja przyrządzam z nich pastę (zarówno z miąższu jak i z pestek), pasztet, ciasto, zupę, zapiekanki a także z powodzeniem dodaję do sosów i marynuję. Jak widzicie zastosowań dyni jest mnóstwo, ogranicza nas tylko wyobraźnia :)
Po drugie, w możemy uprawiać zarówno dynie jadalne jak i dynie ozdobne. Dynie ozdobne charakteryzują się szaleńczo twardą skórką i są uprawiane wyłącznie dla dekoracyjnych owoców. Z kolei dynia jadalna występuje w kilkudziesięciu odmianach, w których każdy amator tego warzywa znajdzie coś dla siebie. 

Jak uprawiam moje dynie?

Miejsce moich upraw potrzebuje odpowiedniego zasilania. Dynie to straaaszne żarłoki, najlepiej przyjmują się na kompostowniku, dlatego miejsce ich wysadzenia potrzebuje z mojej strony mnóstwo uwagi i czasu.  
1. Przygotowania stanowiska do uprawy dyń rozpoczynam pod koniec listopada po odcięciu ostatniej dyni. W części warzywnika, którą planuję poświęcić na hodowlę dyni wykopuję dół o głębokości ok 0,5 m, który uzupełniam warstwowo kompostem i kurzakiem, który co roku wyłudzam od sąsiadów. Zasypuję dół i pozwalam naturze zrobić swoje. Uprzedzając pytania, pozostałą część warzywnika przekopuję z kompostem a raz na dwa lata z krowim obornikiem. Dla reszty warzyw takie zabiegi są wystarczające. 
2. Jak już wspomniałam dynie to żarłoki. Lubią sobie podjeść składniki mineralne ale lubią też wilgoć, co w odniesieniu do ostatnich, letnich upałów ma olbrzymie znaczenie. Od kilku lat rozważam zamontowanie jakiegoś semiprofesjonalnego systemu nawadniającego, ale w związku z planowaną przeprowadzką odkładam to w czasie i staram się nie rozsądnie inwestować w swój ogródek. Moje dynie (jak zresztą pozostałe warzywa) podlewam codziennie wieczorem gdy już zrobi się ciepło (tutaj kieruję się swoimi mocno subiektywnymi odczuciami). 
3. Co do nawożenia dyni. W sieci znajdziecie mnóstwo różnych porad. Jedni piszą, że przy przesadzaniu należy nawieźć obornikiem a później po 6 tygodniach nawozem do pomidorów. Inni, że raz na miesiąc podlewać nawozami. Ja swoje dynie (i pomidory również) podlewam gnojowicą z pokrzyw raz na dwa tygodnie. Poza tym spulchniam i odchwaszczam glebę. I nie żałuję dyniom wody. 
4. O rozsadzie dyni też pewnie przeczytaliście mnóstwo informacji. Ja zwykle decyduję się na kilka krzaczków (po 2,3 z kilku odmian) i zwykle sadzę je w odległości 40 cm w rzędzie i 60 cm między rzędami. Muszę w tym miejscu zaznaczyć, że nie uprawiam odmian dyń olbrzymów, bo nie mam na nie miejsca ew. musiałabym zdecydować się na jeden krzaczek a to wyjątkowo nie jest w moim stylu. 

Produkcja  własnej rozsady dyni

Moje dynie sadzę z rozsady. Lepiej mi wtedy plonują. Kiedyś próbowałam uprawy z nasion, ale skończyło się fiaskiem, więc pozostałam przy rozsadzie i nie wygłupiam się z sianiem do gruntu. 

1. Nie zaprawiam nasion (a powinnam). Nigdy nie mam na to czasu, więc jak na nieprofesjonalnego ogrodnika przystało pakuje nasionka prosto do doniczek.
2. Do rozsady dyni stosuję doniczki 10cm na 10 cm. Są odpowiednio duże i dobrze się sprawdzają. 
3. Ziemię uniwersalną mieszam z kompostem w proporcji 2 wiaderka uniwersalnej jedno kompostu. Nie ma co przesadzać z kompostem, bo spalicie nasionka. 
4. Produkcja rozsady dyni zajmuje ok. miesiąca. Dynie wysadzam na miejsce gdy posiadają od 3-5 liści. Rośliny przenoszę na stałe miejsce po 15 maja, bo dynie to ciepłolube roślinki. Nie pikuję dyni przed wysadzeniem we właściwe miejsce. Dynie tego nienawidzą.
5. Wysiewam ok 2 ziarenek na 1 doniczkę. Gdy rośliny wykiełkują odcinam słabszą (nie wyrywam z korzeniami, bo w ten sposób niszczę korzonki naszej sadzonki). 
6. Podlewam regularnie i zapewniam moim sadzonkom wygodne miejsce na południowym parapecie (obok rozsady pomidorków).
7. Nie histeryzuję w razie porażki. Za rok też jest sezon a poza tym zawsze można kupić sadzonki na bazarku :)

Jakie odmiany dyni miałam przyjemność uprawiać?

I have confession to make :P Jestem człowiekiem zachłannym, więc jak tylko trochę poczytałam o dyniach to chciałam zapełnić nimi cały warzywnik. Na szczęście mój kochany mąż ostudził moje dyniowe zapędy. W tym roku będę hodować trzy odmiany po dwa krzaczki - muscat de provence, hokkaido i kakkai. W zeszłym roku uprawiałam butternut squash, ambar i bambino (czy pisałam już, że nie uprawiam dyń gigantów, no więc bambino zakupiłam jako sadzonkę na bazarku nie wiedząc co czynię). Cóż mogę powiedzieć o zeszłorocznych odmianach? 
Ano przede wszystkim zaskoczyła mnie dynia ambar, która praktycznie nie wypuszcza wąsów i długo rośnie w krzaku (przynajmniej u mnie). U mnie owocowała średnio, ma gęsty, cudownie pomarańczowy miąższ. Średnio smaczna, generalnie nie urwała mi głowy. Wygląda nijak. Jest zielona w paski i z pewnością nie powtórzę tej odmiany. Skończyła w sosach i zupach jako dodatek.
Butternut squash. Moja zeszłoroczna królowa. Kupiłam (jak zwykle spontanicznie, moje planowanie ogródka to komedia) na bazarze nasiona opisane "dynia piżmowa butternut squash" firmy Legutko. Nie ukrywam, że nie czyniłam żadnych planów co do odmian, więc wyszło jak wyszło. Jak zawsze wygrała moja spontaniczność :D Kupiłam, wyprodukowałam rozsadę, uprawiłam i oszalałam na jej punkcie. Gdyby nie wrodzona żyłka naukowca i chęć testowania nowych rzeczy obsadziłabym butternutem całe poletko. Gdyby nie wrodzony brak wrażliwości na rzeczy piękne wręcz idealne i prawniczy, sztywny tok rozumowania napisałabym na jej cześć kilka symfonii. Serio. Namalowałabym obraz z tą dynią w roli nowej Mony Lisy. Przepyszna, masełkowata o lekko orzechowym posmaku. Plenna. Zapiekałam ją, miksowałam w zupach a także przerobiłam na dyniowy makaron przy pomocy obieraczki julienne. Moja zeszłoroczna faworyta. Z szacunku do produktu nie przetworzyłam jej na marynatę. No może nie z szacunku do produktu. Po prostu ta biedna dynia nie przetrwała w moim domu zbyt długo. Jadłam ją również na surowo (podobno niewiele ludzi tak robi, ale ja of kors jak najbardziej). 
Dynia Bambino. W kategorii zeszłoroczne, warzywne zaskoczenie zdobyła miejsce pierwsze. Oczywiście jej sadzonkę przywlokłam z bazarku, gdzie spontanicznie dokupiłam ją do naręcza aksamitek.Żarłoczne monstrum, które doprowadzało moje ogrodnicze serce do szewskiej pasji.  Smakowo dynia jak dynia, czyli bez smaku. Wylądowała w całości w marynacie (no, może z raz zrobiłam z niej pastę z majonezem i szczypiorkiem). Co mnie zaskoczyło? Hehehe, rozmiar. Pani sprzedająca mi to cudo zapewniała, że to niewielka dyńka idealna do faszerowania. Okazała się być gigantem, wypuszczającym ponad dwumetrowe wąsy. Urodziła trzy owoce. Najlżejszy ważył 10 kg. Pestki jemy do dziś. Nie powtórzę jej, bo nie mam na nią miejsca.
W tym roku testuję Kakkai, Hokkaido i Muscat de Provence. Żałuję, że nie zdecydowałam się na Sweet Dumpling, bo jest idealna do faszerowania. 
Dzisiejszy post sponsorowały moje zeszłoroczne sadzonki :)

   
I moja śmiertelnie obrażona kotka Figa, która pewnie nie raz zagości na tym blogu. 

Mam nadzieję, że nikt nie umarł po przeczytaniu tych wypocin. 
Ciao!

PS: Starożytni rzymianie powiadają, że dynie można uprawiać w dużych skrzyniach, co rozwiązywałoby moje metrażowe problemy, ale mój mąż powiedział, że prędzej zbije mnie niż skrzynię, więc pozostaje mi cierpieć w ciasnocie :(



Read More
  • Podziel się:  
  •  Facebook
  •  Twitter
  •  Google+
Nowsze posty Strona główna

Popularne posty

Najnowsze posty

Kategorie

7 dni wege (2) obiad (2) przekąski (2) pęczak (2) warzywa (2) wyzwanie (2) śniadanie (2) ambar (1) bambino (1) butternut squash (1) dieta (1) diy (1) diy-ogród (1) dynia (1) dynie (1) figa (1) hokkaido (1) kakkai (1) kolacja (1) muscat de provence (1) nasiona (1) olbrzym (1) rozsada (1) sweet dumpling (1) uprawa (1)

Archiwum

  • ▼  2016 (5)
    • ►  maja (4)
    • ▼  kwietnia (1)
      • Pierwszy post ogrodniczy czyli dyniowy zawrót głowy

Czytam

  • My way of gardening
  • potomek kontra obiad
  • sojaturobie
  • Bez ogródek
Obsługiwane przez usługę Blogger.
"Człowiek potrzebuje do życia ogrodów i bibliotek." Cyceron

Etykiety

7 dni wege (2) ambar (1) bambino (1) butternut squash (1) dieta (1) diy (1) diy-ogród (1) dynia (1) dynie (1) figa (1) hokkaido (1) kakkai (1) kolacja (1) muscat de provence (1) nasiona (1) obiad (2) olbrzym (1) pęczak (2) przekąski (2) rozsada (1) sweet dumpling (1) śniadanie (2) uprawa (1) warzywa (2) wyzwanie (2)

Subskrybuj

Posty
Atom
Posty
Komentarze
Atom
Komentarze

Copyright © Magda w ogrodzie | Powered by Blogger
Design by Hardeep Asrani | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com | Distributed By Gooyaabi Templates